Światowy sport ma ogromny problem. Musi pojawić się ktoś, kto z pozycji siły i autorytetu powie, że mężczyźni startują w kategorii mężczyzn, kobiety w kategorii kobiet, a kto nie jest pewien, urodził się hermafrodytą, albo zmienił płeć aby oszukać przeznaczenie i zwiększyć swoje szanse, powinien poszukać sobie innego zajęcia lub wystartować w kategorii, która nie da mu biologicznej przewagi. Celowo nie sugeruję, że mogliby ubiegać się o status osób niepełnosprawnych, bo prawdziwi niepełnosprawni sportowcy nie kpią sobie z całego świata i nie udają kogoś kim nie są.
Światowa polityka ma ten sam problem. Zamiast nazywać rzeczy po imieniu, zmusza się nas abyśmy traktowali takich ludzi lepiej niż innych. Lepiej, ponieważ społeczny zakaz dyskryminacji ze względu na fakt, że mężczyzna czuje się kobietą stawia go na miejscu bardziej uprzywilejowanym niż zwykłego mężczyznę, który nie ma problemu z ustaleniem swojej płci.
Zawsze byłem przeciwny tzw. "naturalizowaniu" sportowców. Krytykowałem i krytykować będę każdą decyzję o włączeniu do naszej kadry kogokolwiek, kto co prawda Polakiem nie jest, ale według wizji tymczasowego trenera czy szefa związku może się przydać i dlatego przyśpiesza się decyzję o nadaniu mu obywatelstwa. To jest wypaczenie sportu narodowego.
Przyjmowanie, że ktoś kto wygląda jak mężczyzna, ma ciało mężczyzny, rusza się jak mężczyzna, i ma poziom testosteronu typowy dla mężczyzny, może być kobietą, jest obrażaniem kibiców, oszukiwaniem sportowców i psuciem idei uczciwego współzawodnictwa.
